| << | Styczeń 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| | | | | | 1 |
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | | | | | |
Księga gości
| O mnie |
|
| monima22 |
|
|
| Słówko o mnie |
| Jestem czuła, delikatna i
kochająca! Uśmiech i
wrażliwość nie
opuszczają mnie nigdy! |
| Zobacz mój profil |
|
|
|
|
2011-02-05
Decyzja zapadla
|
Klocimy sie, ciagle sie klocimy, przynajmniej raz w tygodniu, przywyklismy do tego, to juz norma.
Pozniej jednak godzimy sie, szybko i milo i znowu jest wszystko tak jak byc powinno, jest pieknie.
W tamten weekend sprawialismy Nasza Czwarta Rocznice Slubu, bylo milo i fajnie. Zrobilam tort i salatki, maz obiadek. Przyszli moi rodzice i rodzenstwo, tylko i az ich tu mamy.
Caly ten tydzien maz byl na chorobowym odziwo nie klocilismy sie jakos szczegolnie. Dzis jednak od rana sprzeczalismy sie doslownie o wszystko, kazde z nas wytykalo swoje racje i ranilo sie zlym slowem. Tak minelam nam sobota, az maz poszedl do mojego tata i wrocil lekko wypity. Wie jak tego niecierpie, to rowniez jeden z powodow klotni, nie pije do upadlego, poza domem to tylko u mojego tata ale zdarza mu sie to i wkurza mnie tym. Juz nie raz klosilismy sie o to, ze on chce pic i pije, a ja chce wysc do clubu potanczyc to nie, bo on przeciez nie lubi.
Dlaczego nie liczy sie to co lubie ja, cholerny egoista!
KONIEC powiedzialam dzis ze i ja sie licze!
Za godzine wychodze z siostra do clubu potanczyc,
nie wiem jak to sie skonczy na pewno nie dobrze, ale mam dosc!
Mnie tez sie cos nalezy od zycia!
Bawiac sie z dzieckiem spadla mi obraczka, wiem to zly znak...
|
|
Komentarzy:
6
|
|
2011-01-22
SMUTEK...
|
Nie na darmo od tygodnia przesladowaly mnie koszmary.
Moze koszmary to za duzo powiedziane, ale sny w ktorych cierpie,
sa dla mnie straszne...
Zreszta i maz mowil raz czy dwa, ze mial glupie sny.
A mnie co noc snila sie wielka klotnia z nim,
klotnia, sprzeczki, niepowodzenia, sama nie wiem co jeszcze...
No i wysnilam sobie...
A teraz mam to w rzeczywistosci i do moich oczu co chwile podchodza lzy.
Staram sie je w sobie zatrzymac, ale chwilami nie moge i plyna same...
Juz i tak dlugo wytrzymalismy bez klotni, wiec teraz mam...
Nie mam sil...
Czasem chcialabym cofnac czas, nie poznawac go nigdy!
A dzieci, TE DZIECI, MOJE DZIECI miec z mezczyzna z bajki,
istnieja tacy?
...
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2011-01-21
STO LAT
|
STO LAT DLA WSZYSTKICH BABĆ I DZIAKÓW!
Specjalnie z tej okazji zrobilam moim łobuziakom mini sesję,
a to dlaich babć i dziadków...

|
|
Komentarzy:
0
|
|
2011-01-19
Taksowkarz
|
Zaczac musze od tego, ze nie posiadam polskiej klawiatury stad brak polskich znakow, kupilismy kilka dni temu komputer tu we wloszech no i na razie jest jak jest ;) Przy kolejnym pobycie w kraju kupimy normalna klawiature :)
Mialam dzis co najmniej dziwna sytuacje, poza tym delikatnie milym uczuciem, ze ktos potrafi zwrocic uwage na kobiete z dzieckiem, bylam tez pelna strachu i nieprzyjemnego uczucia.
Kochany skonczyl dzis prace juz o 12, wrocil zmeczony, dlatego nie wysylalam go po starszego synka do przedszkola, choc czesto kiedy wraca szybciej z pracy to on po niego idzie. Poszlam wiec ja. Wracajac z malym minela mnie taksowka, po chwili zrobilo nie duzy odcinek drogi zataczajac kolo i przejechala ponownie obok mnie tym razem wyjezdzajac mi ;z za plecow; facet pewnie jakis napalony wloch, jadac zamiast patrzyc na droge patrzyl na mnie, nie wiedzialam co ze soba robic, wciaz gadalam do synka starajac sie nie zerkac na taksowkarza, ale katem oka wciaz widzialam, ze sie gapi. Stoje pod klatka, otwieram drzwi, a taksowka po raz trzeci jedzie ta sama droga, widze w szybie ze facet zatrzymal sie, nigdy w tak szybkim tepie nie otwieralam drzwi, wystraszona wbieglam z malym do klatki zamykajac drzwi za soba, zerknelam i widzialam jak gapi sie na mnie i cos pokazuje, nie mam pojecia co...
Bialy dzien, poludnie, matka z dzieckiem, a mimo to mozna sie wystraszyc natarczywego faceta...
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2011-01-15
powracam...
|
Moj blog odszedl w niepamiec, od lata nie pojawila sie tu zadna nowa notka, nie zagladalam tez do nikogo z m oich ,znajomych,-zaluje...
Pisze i jednoczesnie zastanawiam sie czy ktos tu w ogole zagladal i zajrzy jeszcze by zobaczyc moj nowy wpis...
Zyje, mam sie dobrze, mam czas gdyz wciaz jestem zorganizowana Pania domu, dlaczego wiec przestalam pisac? Caly moj wolny czas
pochlanelo cos innego, cos co wciagnelo mnie i bardzo mnie interesuje, to moja jedyna rozrywka,
a w zartach smiem twierdziec ze to moja mini praca. Gram w roznych internetowych konkursach- gram i wygrywam...
Gram od 9 miesiecy i wygralam juz rzeczy na okolo 10 tys zl. To wspaniale uczucie i zamierzam wciaz grac.
Zamierzam jednak takze wrocic do pisania mojego pamietnika, gdyz wygadanie sie jest mi czesto bardzo potrzebne, a nadal nie mam tak do konca komu sie wygadac...
Na tym dzis koncze... |
|
Komentarzy:
1
|
|
2010-07-24
I po wcjach...
|
Udało nam się zrealizować jeden z naszych planów,
muszę przyznać, że było ciężko, ale kiedy rankiem w poniedziałek
kochany postanowił, że jedziemy tak we wtorek przed 7 rano siedzieliśmy już
w samochodzie :)
Nasze wakacje trwały krótko, 4 dni nad włoskim morzem kosztowały nas bardzo dużo, ale było warto :)
Wróciliśmy zadowoleni, wypoczęci, szczęśliwi :)
Dzieciaczki były w siódmym niebie, a ja widząć ich szczęście jestem taka szczęśliwa...

Strasznie jestem szczęśliwa, że te dni mogliśmy być cały czas razem :)
To był wspaniały choć krótki czas...
A od poniedziałku wraca codzienność, mąż do rpacy a my sami.
Nie jest mi ciężko to nie tak, od początku wspaniale radziłam sobie z dziećmi,
wciąż trzymając się mojego planu dnia, wszystko mam zrobione jak należy,
nam się po prostu nudzi, gdy musimy być sami.
Ale takie życie mateczek które siedzą w domu z dziećmi, choć tak naprawdę
Bogu dziękuję, że mogę być z nimi cały czas...
|
|
Komentarzy:
5
|
|
2010-07-16
Bez zmian
|
Nasze plany nie uległy żadnym zmianom na lepsze.
Jest jak było i nie zapowiada się, że będzie lepiej.
Po środowej wiadomości o śmierci cioci kochanego, postanowił
że jedziemy do PL na pogrzeb i zostaniemy tam na trochę dłużej,
jednak pogrzeb jest już dziś więc nie mieliśmy szans się w ciągu dnia zorganizować, urlop, pieniądze, pakowanie, zakupy- za mało czasu.
Jutro w końcu zaczyna się weekend, cały tydzień jest dla mnie jedną wielką masakrą, ciągle sami z dziećmi w domu, ten wakacyjny, samotny czas jest dla mnie przygnębiający...
Kiwdy zamknę oczy widzę siebie jako nastolatkę w mojej rodzinnej wioseczce,
spacery na kwieciste pachnące łąki, lasy poziomki i jagody.
Opalanie się na kocu przed domem z siostrą,
długie wieczorne spacery przy świetle gwiazd z całą gromadką młodzierzy.
Noce pod namiotem w strachu, ale takie wesołe...
I tęsknie, bo letni czas był zawsze taki cudowny...
Tak strasznie chciałam dać dzieciom troszkę tej mojej wioseczki latem...
Mam malutkie plany na jutro, ponieważ lasy od zawsze były dla mnie czymś pięknym, spacery w nich to raj...
Czy się uda? Jutro się okaże, wtedy napiszę...
A teraz pozostaje mi siedzenie i czekanie na weekend,
dzieci właśnie zasnęły, posprzątane mam, obiad gotowy,
kochany o 12 przyjdzie na przerwę zjeść i dalej do pracy a ja dalej sama...
Tak mi się przypomniało...
W tamtym tygodniu byliśmy w miejscu niczym z bajki,
znaleźliśmy je w internecie i pojechaliśmy, tak blisko domu bo tylko 30km od nas, a my nie mieliśmy o nim pojęcia...


|
|
Komentarzy:
3
|
|
2010-07-14
2 miesiace...
|
Dwa miesiące nic nie pisałam,
być byłam kilka razy nawet zaczynałam pisać,
ale jakoś chęci brak.
Dziś gdy smutek ze mnie bije, będę pisać, bo to pomoga...
Co się działo przez te dwa miesiące?
Działo się...
Skończyłam 24 lata, mąż skończył 29,
chodzimy na baseny, jeździmy w góry, nad jezioro,
staramy się aktywnie spędzać czas i zapewniać dzieciom rozrywkę,
przecież lato jest takie cudowne, a tak krótko trwa...
Jak pomyślę, że już połowa lipca, to aż się boje że wakacyjnego czasu coraz mniej...
Ostatnimi czasy źle układało nam się z kochanym,
to chyba był jeden z powodów, że pisać po prostu mi się nie chciało.
Ciągłe kłotnie, smutek, brak jakiejkolwiek czułości z obu stron,
strasznie smutny czas.
Dlaczego tak się działo nie wiem, ale po kolejnej poważnej kłótni, chyba doszło
do nas obojga, że tak strasznie się ranimy, tak niepotrzebnie.
Nie porozumienia będą jakieś zawsze, wiem to,
ale po rozmowie zrozumieliśmy, jak bardzo się kochamy i jak bardzo
tego typu akcje są nam niepotrzebne.
Już jest dobrze...
Nasze dzieciaczki mają się dobrze, łobuzują są zdrowi i radośni,
młodszy synek niespełna dwulatek od dwóch dni nie używa pampersów ani w dzień, ani w nocy, jesteśmy na dobrej drodze do sukcesu, mały wstaje suchutki
i woła siusiu, chodzi już tylko w majteczkach co strasznie mnie cieszy i sprawia
że jestem dumna :)
Upały mamy nieziemskie, skoro w PL jest tak gorąco, to co my mamy powiedzieć tu we Włoszech,,,
Uwielbiam gorąc, ale te upały nawet mnie męczą.
Jestem smutna...
Dziś odeszła ze świata ciocia kochanego, wspaniała kobieta, żal straszny była taka zabawna, a choroba nagle ujnowała życie jej i całej rodzinie.
Jestem smutna...
Nasze plany najczęściej szlag trafia wygląda na to, że i teraz tak będzie,
nasze wakacje, nasze morze chyba nic z tego nie będzie.
Jestem smutna...
Chciałam w letnią porę pojechać do PL na trochę...
Moja wioseczka letnią porą jest taka miła...
Wyobrażam sobie biegających synów po trawie na naszym wielkim podwórku
na ktorym tyle lat ja biegałam,
wyobrażam sobie ich siedzących na wielkiej chuśtawce, którą kochany zrobił dla mnie i dla starszego synka, gdy przyszedł na świat,
wyobrażam sobie ich w basenie rozłożonym w naszym sadzie,
ehhhhhh
tak strasznie chciałam i też nic z tego nie będzie :(
Od kilku dni chodzę ze łzami w oczach,
czy życie nie mogłoby być prostsze...?
|
|
Komentarzy:
2
|
|
2010-05-23
Przyszedł czas...
|
Nie mam z kim porozmawiać, brak przyjaciółki, koleżanki kogokolwiek, takie chwile są najlepsze aby wejść tu i napisać to co na sercu leży...
Jest wszystko dobrze, zdrówko dopisuje, pogoda wspaniała, całe dnie spędzamy na powietrzu, w końcu jest gorąco, opaliłam się.
Starszy synuś skończył 3 latka, zrobiła mu wspaniały tort, dostał masę cudownych prezentów.
Z kochanym dobrze, sprzeczki są jak zawsze, ale ogólnie jest milutko, tylko wkurza mnie strasznie to, że nie potrafi pokazać mi iż podobam mu się, nie potrafi poiwedzieć miłego słowa, a mi tego brakuje, on o tym wie, bo mówię mu to nie raz, wręcz prosząc się jak głupia o miłe słowo, takich jednak zazwyczaj brak...
Przez to dzieje się ze mną coś dziwnego, coś co hmm zaczyna mnie martwić...
Wychodzę na spacer z dziećmi i robię wszystko by wyglądać jak najlepiej, spojrzenia obcych facetów cieszą mnie, a kiedy później sobie to przemyślę to mnie to martwi...
ON, obcy wielbiciel, od rozmowy oko w oko, kilka razy powiedział mi cześć, zawsze wtedy gdy nie ma ze mną męża, gdy nikt nie widzi...
Kiedy ja go widzę nie wiem gdzie podziać oczy, gdzie uciec, to mnie przerasta...
Dziś, patrzył na mnie z okna nie wiem czy mieszka tam czy byl u kogoś, ale stał w oknie i się gapił, nie wiem ile czasu, jadłam z dziećmi lody, siedziałam na ławeczce, w pewnej chwili przypadkiem go zobaczyłam, stał tam aż poszłam widziałam kontem oka że nie odrywa ode mnie wzroku...
To jest straszne, ale straszniejsze jest to, że czuje hmm taką jakby 'radość', że ktoś widzi we mnie piękno i czymś takim potrafi to pokazać...
Łza zakręciła mi się właśnie w oku, że w ogóle tak myśle, jestem wierna kochanemu i będę!
Czy to naprawdę źle, że mimo iż to krępujące, nawet denerwujące to mimo to cieszy mnie spojrzenie obcych facetów?
Co się ze mną dzieje? SZLAG!
|
|
Komentarzy:
7
|
|
2010-04-22
Oko w oko...
|
Wiedziałam, że prędzej czy później ten dzień nastąpi
i choć mijałam się z nim kilka razy od ostatniej sytuacji,
to na szczęście zawsze byłam z kimś, więc wycofywał się...
Wczoraj byłam sama, sama z dziećmi,
zwinęłam zabawki i właśnie wyruszyliśmy w drogę do domu,
idę starszy synek idzie za mną, powoli,
odwracam się do niego, by go zawołać
i co widzę????
Idzie on byłam pewna, że mam PRZECHLAPANE,
że rozmowa z nim nieunikniona...
Podszedł i powiedział, cześć, oczywiście po włosku,
bo dla przypomnienia mieszkam we Włoszech...
Zapytał czy mówię po włosku, powiedziałam, że tak trochę tak...
Spytał czy wszystko u mnie dobrze, przytaknęłam...
Kolejnym jak widać istotnym pytaniem było to czy jestem mężatką
i czy dzieci są moje :)
Z uśmiechem na twarzy przytaknęłam.
Zaczął przypominać mi, że dał mi swój numer, że może dałabym mu swój...
HOLA HOLA POMYŚLAŁAM, PRZECIEŻ JUŻ MASZ 100 % PEWNOŚCI, ŻE
TO MOJE DZIECI...
Znowu z usmiechem i łagodnie mówie, nie...
Pyta dalaczego nie...
dlaczego, dlaczego odpowiadam, bo nie....
Uśmiechnął się zrezygnowany (tak mi się przynajmniej wydawało)
i powiedział wporządku idę więc...
Ok cześć :)
Idzie....
idzie....
Odwraca się, uśmiacha...
Daj mi proszę ten numer....
Nie :) I pokazałam mu rękę z obrączką...
Poszłam do domku...
I co myślę???
Myślę, że to nie koniec przygody z 'wielbicielem'
myślę, że przy kolejnej okazji znowu zostanę zaczepiona :/
Obym się myliła...
|
|
Komentarzy:
4
|
|